Skandal na rzęsach dzięki maskarze Rimmel

Marka Rimmel często nas zaskakuje nowymi produktami. Tym razem postawiła na tusz do rzęs – Scandal Eyes Rockin’Curves. I chociaż ich maskary nie cieszą się zbyt dobrymi opiniami, to tym razem ma się to zmienić.
Zacznijmy od opakowania. Jest podobne do poprzednich z tej serii, z tym wyjątkiem, że ma czerwony kolor i motyw jakby wężowej skórki. Całość ma 12 ml, więc całkiem sporo. W tej kwestii nic nas nie zaskakuje. Dopiero po otworzeniu możemy być lekko zszokowani. Kształt szczoteczki jest mocno wykrzywiony i ciężko opisać co przypomina. Pierwsze skojarzenie to zygzak.
Efekt po użyciu ma być skandaliczny: rzęsy podkręcone do granic możliwości i do tego dodatkowa objętość. Z zapewnień wynika, że uzyskamy właściwie wszystko, czego można oczekiwać od tuszu. Jednak obietnice mijają się trochę z prawdą. Chociaż szczoteczka ma ciekawy kształt, to korzystanie z niej nie jest takie proste, zwłaszcza jeśli ktoś do tej pory używał niewielkich szczotek do rzęs. W łatwy sposób można zostawić na górnej powiece czarne ślady.
Jeśli opanujemy aplikację maskary Rimmel, to będzie już tylko lepiej. Po nałożeniu pierwszej warstwy zobaczymy pierwszy efekt. Rzęsy są dobrze rozdzielone i wydają się dłuższe. Dla bardziej wyrazistego spojrzenia należy położyć kolejną część tuszu. I tym razem Scandal Eyes daje radę, ale nic spektakularnego się nie dzieje. Rzęsy są dłuższe, ale to tyle. Zabawne, że producent nie wspomniał w opisie produktu o działaniu wydłużających, które jest widoczne, a obiecywał podkręcenie i pogrubienie, którego nie ma.
Niestety i tym razem maskara Rimmel trochę nas zawiodła. Nic skandalicznego w okolicy oczu się nie dzieje po użyciu tego kosmetyku. Ale nie jest to do końca zły produkt. Świetnie się sprawdzi u osób o krótkich rzęsach. Pozostałe kobiety niech lepiej wybiorą inny tusz do rzęs.

Kometowanie zostało wyłączone.